„Pot, krew i łzy” dzieci w TV

Ostatnio Dorota Zawadzka, psycholog dziecięca znana z reality show Superniania, stwierdziła w wywiadzie dla serwisu mamadu.pl, że teraz nie wzięłaby udziału w takim programie. Dlaczego?

Przede wszystkim od czasów moich programów mocno zmieniła się telewizja. Zdecydowanie jest bardziej sensacyjna. Musi być pot, krew i łzy. A mi to nie pasuje. Proszę zauważyć, że gdy pojawiła się pierwsza edycja Superniani to praktycznie nie było facebooka, on raczkował w Polsce. Byliśmy wtedy innym społeczeństwem. Teraz ci rodzice i dzieci, którzy występowali wtedy w programie, spotkaliby się prawdopodobnie z internetowym hejtem. W tamtych czasach ukazywało się kilka artykułów w gazecie i raczej były miłe, opowiadały o wydarzeniu. Coś się od tamtego czasu zmieniło w nas, w społeczeństwie. I nie boję się tego powiedzieć – jesteśmy gorsi. Dlatego nie zrobiłabym drugi raz Superniani.

Oczywiście decyzja ta jest niewątpliwie słuszna i dobra, ale jej motywacje nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Po pierwsze, istotnie telewizja jest coraz bardziej nastawiona na show i sensację, ale nie zmieniła się ona szczególnie od czasów Superniani – proces ten zaczął bowiem narastać znacznie wcześniej, a program Superniania, również tworzony w myśl zasady „musi być pot, krew i łzy”, jest jego wyrazem. W tym reality show krew się wprawdzie nie lała (choć było np. jakże atrakcyjne medialne grożenie nożem), ale pot i łzy rozzłoszczonych, przestraszonych, zrozpaczonych dzieci widzowie oglądali w każdym odcinku. Pod względem liczby scen ukazujących dzieci w sytuacjach trudnych i intymnych program ten był najgorszą produkcją tego rodzaju, jaka dotychczas została stworzona w naszym kraju – pozbawiał młodych bohaterów każdego aspektu prywatności (odzierając z niej nawet w łazience i toalecie) i najbardziej ich dehumanizował.

Po drugie, tzw. hejt nie pojawił się wraz z rozwojem Facebooka – kilka lat temu, gdy najpopularniejszy dziś serwis społecznościowy „raczkował”, uczestnicy programu Superniania spotykali się z internetowym hejtem w innych miejscach w sieci. Na szczęście strona superniania.onet.pl dzisiaj już nie istnieje, ale w innych serwisach i forach internetowych nadal można przeczytać o dzieciach biorących udział w tym show takie na przykład wypowiedzi internautów:

– „nie wiem jak mozna miec takie dzieci porazka!”
– „czy to jest dziecko czy bydlę? Jak można tak do matki… nie wiem gdzie tu była wina… brak ojca, który by czasem porządnie zlał dupsko?”
– „to są po prostu rozpieszczone i źle wychowane „BACHORY” bo trudno je nazwać dziećmi. !”
– „Myslalam ,ze takie dzieciaki mozna spotkac tylko w horrorach”

Oczywiście podobnie życzliwe komentarze kierowano pod adresem rodziców i prowadzącej program. Jedna z matek mówiła później, że czytając wypowiedzi internautów, płakała, bo „były po prostu podłe”. Jeden z ojców w wypowiedzi dla „Tygodnika Powszechnego” stwierdził, że w sieci pisano o nim „straszne rzeczy”, a producenci nie ostrzegli jego rodziny przed negatywnymi konsekwencjami udziału w programie. Na „hejterów” (nazywanych wówczas „trollami”) narzekały również – tutaj i tutaj – autorki bloga les-rodzina.blog.pl, które zwracały ponadto uwagę na fakt, że ich wizerunek ukazany w programie znacznie odbiega od rzeczywistości.

Od czasów Superniani nie zmieniły się pobudki telewizji (której zależało i zależy nie na pomaganiu ludziom, lecz na ich wykorzystywaniu w celach zarobkowych) ani sposoby realizowania programów reality show (w których manipulowano i manipuluje się wizerunkami uczestników zgodnie z założeniami formatu, eksponując „pot, krew i łzy”). Również w nas, w społeczeństwie, w internautach nie zaszła żadna zmiana na gorsze (hejt był, jest i – mimo akcji w stylu „Komentuj. Nie obrażaj” – będzie, podobnie jak negatywne reakcje najbliższego otoczenia uczestników reality show).

Skoro więc Dorota Zawadzka dzisiaj nie wzięłaby udziału w programie Superniania, kilka lat temu również nie powinna była tego robić – zresztą nie tylko z powodów, które wymienia w cytowanym powyżej wywiadzie, ale przede wszystkim ze względu na prawa dzieci odzieranych w takich programach (a zwłaszcza właśnie w tym konkretnym, najgorszym show) z prywatności i godności.

Oczywiście czasu nie da się cofnąć, ale na przyznanie się do błędu nigdy nie jest za późno (a otrzymany ostatnio tytuł Kawalera Orderu Uśmiechu zobowiązuje). Mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi, ponieważ dopóki doradczyni Rzecznika Praw Dziecka, Marka Michalaka, która popularność zdobyła dzięki Superniani, nie widzi w tym programie niczego złego, dopóki zaprzecza słowom innych jego uczestników o różnego rodzaju negatywnych konsekwencjach, dopóki wyklucza złamane w nim prawo do prywatności i godności spośród praw dziecka, dopóty sam RPD nie podejmie żadnych zdecydowanych działań w celu ochrony dzieci biorących udział w reality show.

Niedawno w „Dzienniku Gazecie Prawnej” ukazała się informacja o planowanych przez Rzecznika nowych przepisach chroniących wizerunek i godność dzieci w przestrzeni publicznej. Mimo idiotycznego tytułu (Małoletni celebryci dostaną ochronę) i braku jakichkolwiek szczegółów („Prace nad projektem są na wstępnym etapie”) jest to dobra wiadomość – oznacza bowiem, że RPD po latach uprzedmiotawiania dzieci w TV za jego kadencji w ogóle dostrzegł problem. Czy to jednak cokolwiek zmieni?

Najprawdopodobniej nie. Jak bowiem przekonuje doradczyni RPD w wywiadzie dla serwisu onet.pl, te nowe, wstępnie projektowane przepisy:

Mają bardziej pełnić funkcję edukacyjną i społecznie aktywizującą. Elementem założeń jest np. to, aby uczulać i wyjaśniać rodzicom, dlaczego nie powinni zamieszczać zdjęć dzieci w internecie – a już absolutnie nie tych półnagich. Zasady obecności dzieci w telewizji i prasie są już dość dobrze opisane, zatem w tym projekcie staramy się położyć nacisk na internet. To dlatego że rodzice zupełnie nie mają świadomości, co może się stać ze zdjęciami ich dzieci, jeśli opublikują je w sieci.

Bezrefleksyjne publikowanie w internecie fotografii czy filmów ukazujących dzieci to naturalnie również istotny problem (na który od jakiegoś czasu zwraca uwagę Fundacja Dzieci Niczyje w świetnej kampanii „Pomyśl, zanim wrzucisz”). Absurdalne jest tylko to, że wizerunek dzieci w programach telewizyjnych tak czy siak trafia później do internetu (niektóre z tych dzieci ukazuje się zresztą – także w programie Superniania – nie tylko półnagie, ale i całkiem nagie). Można i należy edukować rodziców, ale przede wszystkim powinno się wprowadzić do naszego prawa takie przepisy, które uniemożliwią nadawcom telewizyjnym naruszanie prywatności i godności dzieci w TV i zapewnią realną ochronę praw dzieci występujących w telewizji (a następnie oglądanych w internecie).

Póki co jednak chronieni są dorośli „celebryci”, a dzieci wylewają dla telewizji „pot, krew i łzy”.


Źródło: www.flickr.com

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *