Ofiara nie jest winna

Nie bronię oprawców
Bo każda sytuacja jest inna. Ale nie uniewinniam też ofiar. Bo przemoc domowa to nie jest gwałt. To nie jest jednorazowa sytuacja, w której tłumaczenia, że „ona go sprowokowała” są zwyczajnie idiotyczne. Przemoc domowa to jest bardzo często długoletni proces. I zawsze wchodzimy w to dobrowolnie!  […] To jest świadomy wybór. I jeśli wybiera się chama, robi się to świadomie! A jeśli on nie był chamem zanim się ożenił, to zastanówcie się: kto go w tego chama zmienił?

– napisał autor bloga BlogOjciec we wpisie Oprawcy, którzy stają się ofiarami, po przeczytaniu którego opadają ręce. Zgadzam się z niektórymi tezami zawartymi w tym tekście (że przemoc wobec mężczyzn również jest problemem, że nowy plakat Amnesty International jest seksistowski, że przemoc czy raczej agresja w związkach bywa – nie jest! – obustronna, że stereotyp mężczyzny-macho, który nigdy nie płacze, jest krzywdzący również dla panów), ale powyższy cytat i ogólna wymowa wpisu nie mieści mi się w głowie. Trudno mi zrozumieć, jak takie niesprawiedliwe, krzywdzące i nieprawdziwe słowa mogły zostać napisane przez inteligentnego mężczyznę uważającego się za przeciwnika przemocy.

„Nie uniewinniam ofiar”?! Ofiara nigdy nie jest winna przemocy! Nie trzeba zdejmować z niej winy, bo nigdy tej winy nie ma! Żadna osoba, która doznaje przemocy – bez względu na wiek i płeć – nie jest winna tego, że jest krzywdzona.


Źródło: www.deviantart.com

„Przemoc domowa to nie jest gwałt”?! A czym jest gwałt w małżeństwie? Czułymi pieszczotami? Tzw. obowiązki małżeńskie muszą być wykonywane za obopólną zgodą małżonków. Jeśli jedna osoba nie wyraża zgody na stosunek i jest do niego zmuszana siłą, to jest to gwałt, czyli najbrutalniejsza forma przemocy seksualnej!

Przemoc to „nie jest jednorazowa sytuacja”? Czym więc jest jednorazowe pobicie, zgwałcenie, zwyzywanie partnerki czy partnera? I od ilu razów zaczyna się przemoc? Czy dwukrotnie pobicie to już przemoc, czy jeszcze to nieokreślone coś innego, co przemocą domową nie jest?

„Przemoc domowa to jest bardzo często długoletni proces. I zawsze wchodzimy w to dobrowolnie!”. Tak, niestety przemoc domowa to najczęściej długoletni proces, bo ofiarom z różnych powodów trudno jest wyzwolić się od partnera-oprawcy/partnerki-oprawczyni. Nigdy jednak ofiara nie wchodzi w to dobrowolnie. Związek przemocowy tym różni się się od rzeczywiście dobrowolnej relacji sadomasochistycznej, że jedna ze stron nie wyraża zgody na akty przemocy i z ich powodu cierpi, a nie odczuwa rozkosz.

„To jest świadomy wybór. I jeśli wybiera się chama, robi się to świadomie!”. Jakże piękny byłby świat, gdyby rzeczywiście tak było! Nie byłoby przemocy, rozwodów, kłótni, a wszyscy małżonkowie do końca życia trwaliby w stanie szczęśliwości i spokoju. Niestety w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Ludzie bowiem nie tylko się zmieniają, ale też pod wpływem różnych okoliczności mogą zacząć wykazywać cechy, o których istnieniu sami nie mieli wcześniej pojęcia.

„A jeśli on nie był chamem zanim się ożenił, to zastanówcie się: kto go w tego chama zmienił?”. Na pewno nie osoba, wobec której zaczął stosować przemoc! Jak można oskarżyć ofiary nie tylko o to, że są winne doznawanych krzywd, a też o to, że wzbudziły w sprawcy skłonność do przemocy?! No, jak?

Nie wiem. Naprawdę nie mieści mi się to w głowie. Wiem natomiast, że skłonność do stosowania przemocy może być spowodowana faktem, iż samemu doznało się w przeszłości przemocy lub było się jej świadkiem. Dzieci, które są bite lub w inny sposób krzywdzone albo obserwują przemoc stosowaną wobec bliskich, mogą w przyszłości same stać się jej sprawcami. Mogą również utrwalić w sobie rolę ofiary i w dorosłym życiu wchodzić w związki przemocowe – nie dobrowolnie jednak, nie świadomie i bez własnej winy!

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

12 responses

  1. Pojęcie „winy” jest o tyle niebezpieczne, że zaraz cała rozmowa przeistoczyła się w zabawę w sąd – z uniewinnianiem, obwinianiem, osądzaniem w każdą stronę – ofiar przemocy. Bezpieczniej by może było powiedzieć tak, że w niektórych (nie wiem jak wielu) rodzinach z problemami rola sprawcy i ofiary nie jest tak ściśle określona, znaczy się ofiara bywa sprawcą przemocy, jeśli nie wobec swojego oprawcy, to wobec kogoś jeszcze słabszego. To rzeczywiście jest mniej czarno-białe niż by się mogło wydawać.
    Jednak obwinianie ofiar (koniecznie kobiet) za to że tkwią w związkach ze skłonnymi do przemocy oprawcami (mężczyznami) uważam za zwyczajnie głupie, uważam że to wynika z nieznajomości tematu lub braku elementarnej empatii. Skoro te kobiety tkwią w takich związkach i jednak nie uciekają, chociaż całe tłumy mądrali im mówią, że zasługują na wpierdol skoro jeszcze się nie wyniosły, to jakiś powód musi być. Coś je powstrzymuje. Ja to uważam za godne pomocy i współczucia, ale mówienie o ich „winie” sugeruje że zasługują za to na karę, karę w postaci doświadczanej przemocy. To się wbrew pozorom pokrywa z retoryką sprawców, którzy wmawiają bzdury w rodzaju „nikt inny cię nie pokocha”, „beze mnie sobie nie poradzisz” itp. Tak, to są bzdury. W jakimś stopniu wynoszone z domu, a potem w partnerach szuka się podobnych rzeczy jakie dostawaliśmy od rodziców. Czy ofiara, która wierzy w bzdur które sprawca nakładł jej do głowy, zasługuje na pomoc (pozbawioną oceniania!), czy na wymierzenie proporcji jej winy w stosunku do winy sprawcy? Wzajemność przemocy owszem, może podlegać pewnemu osądowi, ale na ile przemocy, zdaniem autora, zasługuje kobieta, która nie odchodzi od faceta-oprawcy? Na podbite oko? Na wybity ząb? Czy była też sama sobie winna, jeśli dała się zatłuc na śmierć, zamiast uciec?
    Moim zdaniem pewne aspekty przemocy SĄ czarno-białe i proste, i tak jak nie wolno gwałcić, i „nie” znaczy „nie”, tak samo nie wolno bić, i bierność kobiety i to że nie uciekła ze związku to tak marny argument jak to, że miała krótką kieckę. Uważam że granica w tej dziedzinie jest bardzo prosta, i to owa granica wyznacza, kto jest winny, a kto nie. Swoją drogą, jeżeli kogoś partner doprowadza do takiej wściekłości, że ma się ochotę go uderzyć, to może przyszły sprawca powinien odejść zanim doszło do nieszczęścia? Kto go zatrzymywał? Trafiam czasem na ludzi którzy doprowadzają mnie do szału, i miałabym ochotę ich zdzielić. Jestem człowiekiem cywilizowanym, szanuję innych ludzi (i nie lubię kłopotów) więc oczywiście nikogo nie biję i staram się nie krzywdzić swoją złością, ale też przede wszystkim w życiu by mi nie przyszło do głowy wiązać się z kimś, kto mnie wkurza.
    Zabawę pt. „sąd nad ofiarą” i truizmy typu „sama jest sobie winna, skoro nie uciekła” uważam za zwyczajnie głupie. Istnieje cały dział nauki, który zajmuje się ofiarami przestępstw. Dział ten nazywa się wiktymologią. Autor wspomnianego tekstu sprowadził ją do paru zdań, podsumowując że jeśli przemoc trwała długo, to ofiara jest sama sobie winna że w tej rodzinie trwała, a jeśli krótko, to to najwyraźniej nie była przemoc.
    Tylko co, ja się pytam?
    Ktoś powinien zrobić jakąś kampanię dla osób które na ten przykład pierwszy raz uderzyły partnera lub pierwszy raz zostały uderzone. Może na tym pierwszym szoku udałoby się coś konstruktywnego zrobić, zanim dla sprawcy i dla ofiary to się stanie codziennością? Ale łatwiej rozmawiać o tym kto jest winny, niż szukać rozwiązań. Poza tym ustalenie że ofiary same są sobie winne zwalnia nas z jakiejkolwiek powinności pomocy, zrozumienia czy choćby współczucia. To po prostu strategia zobojętnienia się, by czuć się lepiej mimo tego, że ludzie doznają przemocy w rodzinie. Mało tego, można sobie wmawiać, ze samemu się jej nigdy nie doświadczy, bo nie jest się „winnym” tych rzeczy, którymi zawiniły ofiary…

  2. W poruszonym temacie aż razi po oczach pojęcie winy. Pojęcie stygmatyzujące w samym założeniu. Bo jak ktoś jest winny to należy się kara. Takie podejście jest oceniające i należy do sądu. Ziemskiego najczęściej lub jeśli kto wyznaje jakiś inny to również do nieziemskiego. Aby natomiast przerwać przemoc, potrzeba nie kary, lecz zrozumienia. Bo kara to też przemoc. Nikt nie idzie do więzienia z własnej woli. Zrozumieć można natomiast jedynie tam, gdzie mówi się o odpowiedzialności za własne zachowanie i konsekwencji tej odpowiedzialności. Jeśli więc w jakąkolwiek relację, również związaną z przemocą zaangażowane są osoby dorosłe – to każda z nich odpowiada w tej relacji za swoje zachowanie. Nic nie usprawiedliwia żadnej przemocy, ale wiele jest kwestii które ją wyjaśniają. Wiele jest kwestii, które wyjaśniają bierność, która często ma miejsce, ale jej nie mogą usprawiedliwiać. Takie usprawiedliwienie należy się tylko człowiekowi, który sam nie może decydować za siebie. Dziecku. Ludzie, jesteśmy dorośli – czyli odpowiedzialni, a nie winni (sprawca) czy usprawiedliwieni (ofiara).

  3. Nie do końca zrozumiałaś z tym gwałtem. „Bo przemoc domowa to nie jest gwałt. To nie jest jednorazowa sytuacja, w której tłumaczenia, że „ona go sprowokowała” są zwyczajnie idiotyczne.” było jako całość. Czyli, że nie można porównywać przemocy domowej do gwałtu, podczas którego ofiara nie jest winna. A nie chodziło mi o gwałt w relacjach mąż-żona.

    Ofiara nigdy nie jest winna?! Chyba tylko w idealnym świecie, a niestety nie żyjemy w takim. Wyobraź sobie sytuację, w której napastnik wchodzi do domu i próbuje zamordować jakąś rodzinę. I w wyniku samoobrony napastnik umiera. Jest ofiarą zbrodni. Czy jednak nazwałabyś go niewinnym? Dlaczego więc uznajesz niewinność, kobiety która latami znęca się psychicznie nad mężem? Tylko na tej podstawie, że on ją uderzył? Czy to w jakiś niewytłumaczalny sposób zmywa jej dotychczasowe winy?

    • A dlaczego Ty uważasz, że wszystkie ofiary przemocy fizycznej najpierw stosowały wobec sprawców przemoc psychiczną? Przemoc tym się różni od agresji, że jest stosowana przez osobę silniejszą od ofiary. Przemoc zakłada przewagę – fizyczną, psychiczną, ekonomiczną etc. – jednej z osób. Jeśli zachowania przemocowe są obustronne, można mówić bardziej o agresji niż przemocy.

      Swoją drogą, przemoc domową można porównać do gwałtu, do obrony koniecznej natomiast – absolutnie nie.

      • „A dlaczego Ty uważasz, że wszystkie ofiary przemocy fizycznej najpierw stosowały wobec sprawców przemoc psychiczną?”
        Ależ ja ponad wszystko staram się nie uogólniać. Nie mówię, że wszystkie ofiary przemocy fizycznej stosowały przemoc wobec swoich sprawców. Ale jednocześnie nie mówię, że wszystkie są niewinne. Wystarczy poczytać fora, gdzie mamusie doradzają sobie jak mogą zniszczyć męża, gdy ten chce odzyskać dzieci. Ile tam jest jadu i nienawiści. Te pokłady pokazują, że nie można patrzeć na przemoc jednostronnie.

        „Swoją drogą, przemoc domową można porównać do gwałtu, do obrony koniecznej natomiast – absolutnie nie.”
        To też jest spore uogólnienie. Bo przemoc domowa jak staram się wytłumaczyć, pokazuje wieloletnią relację, w której obie strony bardzo często wzajemnie się zatruwają. W gwałcie tej relacji nie ma. Natomiast są znane przypadki, gdzie mąż, który uderzył żonę – bronił się. Bronił się, bo ona latami go biła. A on nie mógł nic zrobić. Policja mu nie wierzyła, koledzy mu nie wierzyli. Nie miał nikogo. Aż w końcu, jak ten szczur zapędzony w róg – oddał. I dopiero po latach okazało się, że miał racje. Po latach, które spędził niesłusznie w więzieniu. Bo przecież to niemożliwe, żeby mówił prawdę. Niemożliwe, żeby kobieta go biła. To on był ofiarą. Ale niestety takie jednostronne spojrzenie jak Twoje, skazało go na lata cierpień. Bo był mężczyzną.

        • Nie wychodzą Ci te starania i niestety uogólniasz, w wyjątkowo krzywdzący sposób obwiniając wszystkie kobiety-ofiary.

          Ja natomiast zwracam uwagę, że żadna ofiara – bez względu na wiek i płeć (co jest wystarczająco mocno podkreślone) – nie jest winna przemocy.

          • Nigdzie nie obwiniam wszystkich kobiet. Nigdzie. I po ilości kobiet, które poparły mój apel, widać, że się moje stanowisko jest naprawdę neutralne. Zarówno wobec kobiet, jak i wobec mężczyzn.

            „żadna ofiara – bez względu na wiek i płeć – nie jest winna przemocy.” – nawet taka, która sama stosuje przemoc? Czy mężczyzna, który pada ofiarą ataku żony, która od lat była przez niego maltretowana, jest niewinny? Czy kobieta, która pada trupem, po uderzeniu męża, którego od lat nękała i wyniszczała psychicznie, jest niewinna?

            Zazdroszczę Ci tego, że żyjesz w czarno-białym świecie, gdzie podział na ofiara-oprawca jest taki oczywisty i zawsze jedna strona jest niewinna, a druga strona jest zawsze winna. Chciałbym tak.

    • Kamil – nie znam Cię ale jeśli pozwolisz: ” Przemoc domowa to jest bardzo często długoletni proces. I zawsze wchodzimy w to dobrowolnie!” Słowo „zawsze” to jedno z pojęć absolutnych. Jest bardzo niebezpieczne. Skrajne. Inaczej brzmi „często” w pierwszym zdaniu cytatu. Zazwyczaj jest tak, że człowiek doświadczający przemocy tkwi w relacji przemocowej gdyż ma z tego korzyści. Bardzo często złudne. To nie jest świadomy, dobrowolny wybór z premedytacją. To złożony proces z uwikłaniem w poczucie zależności. Długotrwałość procesu o którym piszesz ma na to właśnie wpływ. A nie dobrowolność. „I jeśli wybiera się chama, robi się to świadomie!” – czyżby? Powiedz to krzywdzonym dzieciom. Powiesz – dorosły to nie dziecko, jest odpowiedzialny za swoje zachowanie! Tak, ale nie zawsze świadomy konsekwencji. Są jeszcze: nadzieja, że może będzie lepiej, uwarunkowania kulturowe, że dzieci powinny mieć ojca, strach o nienaruszalność własną i dzieci oraz kilkanaście podstawowych mechanizmów obronnych którymi kieruje się psychika ignorując rzeczywistość po to by poradzić sobie z trudną sytuacją. „A jeśli on nie był chamem zanim się ożenił, to zastanówcie się: kto go w tego chama zmienił?” Czarnoksiężnik z krainy Oz? Przepraszam, za cynizm. Każdy odpowiada za swoje zachowanie. Twierdzisz, że kobieta w każdej chwili może przerwać przemoc i wyjść ze związku. Mężczyzna też może. Nie musi go nikt zmieniać w chama. Cham to nieświadomość przewagi fizycznej, wykorzystywana tam, gdzie brakło odwagi by stawić czoła problemom w sposób cywilizowany (czyt. bez przemocy).

      • „I zawsze wchodzimy w to dobrowolnie!”
        W związek małżeński zawsze wchodzimy dobrowolnie. To miałem na myśli.

        „Twierdzisz, że kobieta w każdej chwili może przerwać przemoc i wyjść ze związku. Mężczyzna też może.”
        I to mnie właśnie najbardziej zastanawia. Dlaczego mężczyźni tkwią w związkach, w których biją innych. Przecież to się nie wydaje w żaden sposób logiczne, ani sensowne.

        • „I zawsze wchodzimy w to dobrowolnie!”
          W związek małżeński zawsze wchodzimy dobrowolnie. To miałem na myśli. I gdyby cytat był pełny, to byłoby to oczywiste.

          • Nie. Napisałeś, że kobiety dobrowolnie i świadomie wchodzą w związki z chamami, a jeśli mężczyzna okazuje się chamem dopiero po ślubie, to jest to wina kobiety.

            Myślę, że powinieneś ostrożniej dobierać słowa.

            • „Im częściej poświęcamy naszą integralność na rzecz współdziałania, tym większy ból czujemy. Możemy tak się wyspecjalizować w tłumieniu tego bólu, że stanie się on niewidoczny zarówno dla nas samych, jak i naszego otoczenia. Jednak chcąc nie chcąc, zawsze wysyłamy werbalne lub niewerbalne sygnały, że coś jest nie w porządku. Jeśli wszyscy – my sami oraz osoby nam najbliższe – potraktują ten sygnał poważnie, zrozumieją jego znaczenie i zmienią sposób postępowania, konflikt zostanie rozwiązany, a ból ustąpi. Jeśli żadna z tych rzeczy się nie zdarzy, negatywne objawy spotęgują się lub ulegną przekształceniu – wypowiedzi przeobrażą się w akt fizyczny. Pierwszym sygnałem takiego wewnętrznego konfliktu jest zmęczenie, a ostatecznym – morderstwo lub samobójstwo.”
              Jasper Juul.

              Nie żyjemy w bajce. Tutaj nie ma złoczyńców mieszkających w zamkach, którzy wieczorami knują jak skrzywdzić innych i śmieją się przy tym maniakalnie. Żaden człowiek nie rodzi się z chęcią krzywdzenia innych. Żaden człowiek nie staje przed ołtarzem z myślą „już się nie mogę doczekać, aż pobiję swojego partnera”. Jeśli dochodzi do tego, że ktoś uderza (nieważne czy kobieta czy mężczyzna), to nie dzieje się to dlatego, że miał jeden gorszy dzień w pracy. Bo przemoc jest ostatecznością. Nawet dla tych ludzi, których nazywasz oprawcami. Nawet dla tych ludzi, dla których Twoim zdaniem nie ma usprawiedliwienia. Dla nich przemoc też była ostatecznością. Ale niestety ta ostateczność nadeszła. Coś ich złamało. I to coś, nie następuje to po gorszym tygodniu czy po miesiącu. To następuje zwykle po długich latach cierpienia. I jeśli obok takiej osoby stoi partner, który przez te lata nic nie zrobił, to nie potrafię go określić, jako osobę bez winy. Bo jeśli widzimy cierpienie naszych najbliższych i nie reagujemy, to jesteśmy winni. Winni zbrodni milczenia i zaniedbania. Ignorowania potrzeb swoich najbliższych.

              Od razu dodam, że na pewno nie opisuje wszystkich przypadków. Ale patrząc na statystyki samobójstw wśród mężczyzn (i na słowa Juula), myślę, że opisuję zdecydowaną większość.

Odpowiedz na „AlexaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *