Jola Rutowicz – „szczera i naturalna” idolka nastolatek

Lektura książki Jolanty Rutowicz pt. Inna (tak, Jola Rutowicz napisała książkę i wydała ją w 2012 roku) nie napawa optymizmem. Smutek wywołują przede wszystkim opublikowane na końcu tej książki listy od nastoletnich fanek celebrytki „sławnej” dzięki udziałowi w czwartej i piątej edycji programu Big Brother, w którym przyjęła taki oto sposób bycia:

Choć Rutowicz wielokrotnie – również na łamach swojej książki, której celem ma być teoretycznie ukazanie „prawdziwej” Jolanty – podkreślała, że to, co zrobiła z siebie w Big Brotherze, było tylko kreacją, w Innej przytacza listy od fanek zafascynowanych właśnie tym wizerunkiem i odbierających go jako rzeczywistość. Jedna z dziewczyn, zachwycona „włosami, nogami, oczami i charakterem” Rutowicz, zaczęła prowadzić jej bloga, a gdy w końcu miała okazję poznać ją osobiście, było to spełnienie marzeń młodej fanki.

Inna nastolatka „uwielbia” Rutowicz

za to, że nie udaje, tylko zachowuje się naturalnie. Jest sobą, nie gra jakiejś tam dziewczyny, którą nie jest. […] Gdyby zmieniła się dla ludzi, zapewne dziś nikt nie kojarzyłby jej nazwiska.

Ta dziewczyna jest przekonana, że

Jolanta nie udaje, jest naturalna, robi, co chce i za to należy ją cenić. Za szczerość.

Rutowicz kończy swoją książkę listami dziewcząt zachwyconych jej szczerością i naturalnością, choć cała ta publikacja powstała, by przekonać czytelników, że znany z Big Brothera wizerunek pustej, zapatrzonej w siebie miłośniczki różu, brokatu, błyszczyków i pluszowych jednorożców jest tylko kreacją i grą, czyli właściwie: oszustwem.

Autorka opisuje, jak grała i udawała kogoś innego (oraz – oczywiście jeśli wierzyć jej słowom – oszukiwała również w innych, niezwiązanych z mediami, sytuacjach), i podkreśla, że swój „sukces” zawdzięcza wyłącznie sobie – swojej konsekwencji, wytrwałości i pracowitości. Nie zdaje sobie sprawy, że media wykreowały ją nie ze względu na jakiekolwiek jej cechy czy zdolności, tylko dlatego, że po prostu miały akurat taki kaprys. Nie jest świadoma, że producenci tego reality show mogli nie wyrazić zgody na obecność ogromnego pluszaka lub nakazać jej – ustami „Wielkiego Brata” – zakończenie wygłupów i zachowywanie się normalnie. I że wówczas byłaby zwyczajną, przeciętną dziewczyną, którą od innych odróżnia wyłącznie nieco przerośnięte ego i fakt, że uważa się za wyjątkową księżniczkę.

Jolanta Rutowicz nie zawdzięcza swej sławy (czy raczej rozgłosu) sobie i nie powinna namawiać swoich młodych fanów, żeby – jak pisze w Innej

wzięli ze mnie przykład i odważnie budowali swoje życie w zgodzie z własnymi celami i pragnieniami, nie oglądając się na to, co mówią inni.

ponieważ jedyne, czego mogą się oni nauczyć, to jak oszukiwać, udawać kogoś innego i kierować się w życiu bezbrzeżnym egoizmem, który mimo nachalnego określania go w tej książce mianem „absolutnej pewności siebie” czy „wyjątkowości”, pozostaje zapatrzeniem w samego siebie (głównie we własne odbicie w lustrze).

Zmiana makijażu i stroju i pozbycie się pluszowego jednorożca nie wystarczy, by stać się „inną”. Smutne, że media proponują nastolatkom takich idoli i że są nastolatki, które z tych propozycji korzystają (swoją drogą, blogów poświęconych Jolancie Rutowicz było więcej – nie tylko ten prowadzony przez autorkę jednego z listów opublikowanych w Innej).

Smutne, że młode osoby nie potrafią dostrzec fałszu w stworzonych na potrzeby mediów i dla zdobycia sławy wizerunkach celebrytów, że za szczere, prawdziwe i naturalne uważają coś, co jest tylko obłudną grą i oszukiwaniem przede wszystkim właśnie ich, fanów, a za wyjątkowe – bieganie z ogromną maskotką i inne infantylne wygłupy.

Zresztą ten znak rozpoznawczy Joli Rutowicz – wielki pluszowy jednorożec – też wcale nie jest tak „wyjątkowy” i oryginalny. Zanim bowiem Jola przytaszczyła go do domu „Wielkiego Brata”, pojawił się w książce Jake’a Hilla pt. Parszywa historia (wydanej w Polsce w 2003 roku), jako rekwizyt towarzyszący Olimpii, jednej z uczestniczek opisanego w tej powieści reality show. Powieściowa Olimpia, podobnie jak „prawdziwa” Jola, występowała w tym programie z wielkim pluszowym jednorożcem, ale wykorzystała go nie tylko do wzbudzania zainteresowania widzów. Bohaterka Parszywej historii trzymała w tej maskotce pistolet, którego użyła do odebrania sobie życia.

Na szczęście Jolanta Rutowicz żyje i ma się dobrze (ostatnio wystąpiła gościnnie w programie Hell’s Kitchen – najbardziej upokarzającym uczestników reality show, jaki dotychczas emitowano w polskiej telewizji), ale jej książkę można zrecenzować jednym krótkim zdaniem: „Szkoda, że tego, co się przeczyta, nie da się odprzeczytać”.

Źródło: empik.pl

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *