Dla dzieci
Przygody kotka, który zlazł z płotka
W przygotowaniu wydanie książkowe. Fragment:
Mały kotek w wiosce Kostomłoty
bez przerwy właził na wszystkie płoty.
Aż znudził mu się płot
i wtedy ten nasz kot
cały świat zwiedzić nabrał ochoty.
Znalazł się kotek w mieście Skarżysko
i myśli: „Chciałbym obejrzeć wszystko
i zwiedzić cały świat,
lecz mały ze mnie chwat,
więc zwiedzę Polskę – piękną i bliską”.
Poszedł więc dalej – aż do Lublina.
Tam spotkał pieska, którego mina
(i wyszczerzone kły,
bo pies był bardzo zły)
sprawiła, że się tam nie zatrzymał.
Prędko uciekał aż do Zamościa,
gdzie trochę dłużej zabawił w gościach
u swojego stryja,
kota-włóczykija,
który osiadł na zamojskich włościach.
Kotek-podróżnik w mieście Rzeszowie
figlarnych kotków napotkał mrowie.
Towarzystwo kocie,
chętne każdej psocie,
razem psociło. Lecz jak? Nie powiem.
Następnie zjawił się w Nowym Sączu
i znów ochotę na psoty poczuł.
Znów kotków gromada,
bardzo z figli rada,
baraszkowała na górskim zboczu.
A gdy dotarł do Zakopanego
(stolicy polskich gór, mój kolego),
zwiedzał piękne Tatry,
ale halne wiatry
z gór wnet wywiały kotka naszego.
Potem się udał do Poronina.
W tej górskiej wiosce też się zatrzymał
Nie stracił ochoty
na figle i psoty.
Kotki tak mają – nie jego wina.
Następnie dotarł aż do Krakowa,
a tam po miotłą myszka się chowa.
Do zabawy skory
kotek: „Wyłaź z nory” –
mówi do myszki – „i chodź się pobaw”.
Długo nasz kotek w pięknym Krakowie
nieśmiałą myszkę zjednywał sobie.
Choć bardzo się starał,
to czy będzie para
z kota i myszy – kto mi to powie?
[...]
I tak kotek z wioski pod Kielcami
zwiedził pół Polski – zobaczcie sami.
Lecz tak jest i będzie,
że dobrze jest wszędzie,
a najlepiej u kochanej mamy.