Dzieci mają prawo nie tylko do życia

Jak bym się czuł(a), gdybym po transplantacji serca musiał(a) pozwalać członkom rodziny dawcy na słuchanie bicia tego serca – zawsze, gdy tylko zechcą wziąć stetoskop, zaprosić ekipę telewizyjną i powspominać zmarłego przed kamerami? Czy czuł(a)bym wyłącznie wdzięczność za uratowanie życia, współczucie dla ich cierpienia i podziw dla możliwości współczesnej medycyny, czy może odczuwał(a)bym też upokorzenie, złość, frustrację płynące z łamania mojego prawa do prywatności, godności i integralności i traktowania mnie jak ożywiający serce martwej osoby pojemnik na organy?

W naszym kraju takie pytania są czysto teoretyczne, bo zarówno dawcy, jak i biorcy narządów z zasady są anonimowi, a ich spotkania nie są wskazane (więcej o tym tutaj), ale warto je sobie zadać, zanim odczuje się wyłączające mózg wzruszenie na widok tego obrazka:

lub po obejrzeniu tego filmiku ukazującego „chwytające za serce” spotkanie matki zmarłego chłopca z dziewczynką, która żyje dzięki transplantacji jego serca.

Warto zastanowić się, jak w tej sytuacji mogła poczuć się Jordan, jak może się czuć w bliższej i dalszej przyszłości, i czy matka Lucasa, niewątpliwie bardzo cierpiąca kobieta, zadowoli się jednym takim spotkaniem, czy będzie dążyć do wsłuchiwania się w bicie serca (teraz już Jordan, nie Lucasa!) częściej?

W tym spotkaniu najwyraźniej nie chodziło wyłącznie o upewnienie się, że dziecko, które zostało uratowane dzięki przeszczepowi, żyje i ma się dobrze. Aby to stwierdzić, nie potrzeba przecież stetoskopu. Ta matka chciała usłyszeć bicie serca swojego syna, dziewczynkę natomiast potraktowała jak opakowanie tego symbolizującego życie narządu (gdyby przeszczepiono nie serce, tylko na przykład nerkę, raczej nie brałaby ze sobą przenośnego aparatu USG).

I jeszcze te kamery… Po co? By pokazać całemu światu, ile dobra się uczyniło? By zyskać poklask i podziw? To udało się bez wątpienia, bo zdecydowana większość odbiorców tej historii wzrusza się i zachwyca, podziwia i chwali matkę. Szkoda, że prawie nikt nie widzi, że o ile decyzja o oddaniu organów zmarłego (zresztą tragicznie, w wyniku przemocy) syna była piękna, słuszna i chwalebna, o tyle to, co dzieje się teraz, jest co najmniej „skomplikowane”.

Historia zakatowanego chłopca, którego organy jego matka postanowiła oddać, by uratować życie innego dziecka, jest oczywiście wzruszająca, chwyta za serce i wyciska łzy z oczu. Wzruszenie, podziw, współczucie i łzy nie powinny jednak przesłaniać Jordan i jej prawa do godności, prywatności i integralności fizycznej.

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *