Dlaczego ofiary milczą, cz. 2

Poprzedni opublikowany tu tekst pt. Dlaczego ofiary milczą miał być dłuższy. Miałam zamiar napisać o przynajmniej kilku powodach, dla których ofiary przemocy (głównie seksualnej, ale nie tylko, bo przyczyny milczenia są podobne w przypadku innych form przemocy i innych traumatycznych doświadczeń) nie mówią nikomu o tym, co je spotkało, albo mówią dopiero po wielu latach i/lub psychoterapii, w tym na przykład:

  • victim blamingu (obwinianiu ofiar) i wiktymizacji wtórnej (ponownym krzywdzeniu), czyli o tym, czego wiele przykładów znajduje się w facebookowej dyskusji o moim najnowszym artykule w „Tygodniku Powszechnym”
  • o strachu ofiar przed takimi krzywdzącymi reakcjami i pewności, że nie da się ich uniknąć
  • o poczuciu winy i wstydu, które nie wzięło się u ofiar znikąd, lecz zostało im narzucone przez sprawców i społeczeństwo
  • o fizjologicznej, niezależnej od woli człowieka reakcji zamrożenia/zastygnięcia (trzeciej, po „walcz lub uciekaj”, automatycznej reakcji organizmu na stres), która sprawia, że osoba doznająca przemocy nie walczy, nie ucieka, lecz – gdy nie ma szans na obronę lub ucieczkę – zastyga w bezruchu, próbując w ten sposób przeżyć atak
  • o wyłączeniu ośrodka mowy w mózgu (ośrodka Broki) w reakcji na traumę i na samo jej wspomnienie, czyli po prostu fizycznej niemożności mówienia o niej
  • o wynikającej z powyższego niewerbalnej pamięci traumatycznych zdarzeń
  • o wyparciu własnej krzywdy i jej racjonalizacji, co skutkuje wygłaszaniem opinii w stylu „Ja byłem bity i wyrosłem na porządnego człowieka” i czego chyba najdrastyczniejszym obecnie przykładem jest okaleczanie dziewczęcych narządów płciowych dokonywane za zgodą i z inicjatywy tak samo wcześniej okaleczonych i straumatyzowanych matek
  • o syndromie sztokholmskim i innych, uwarunkowanych psychologicznie lub kulturowo, rodzajach solidarności ze sprawcami (np. „Czcij ojca swego i matkę swoją”, bez względu na to, co ci zrobili)

Nie napisałam, bo pisząc tamten tekst (podobnie zresztą jak artykuł dla TP) walczyłam z kilkoma wymienionymi powyżej czynnikami i po kilku skleconych z trudem akapitach poddałam się i postanowiłam tylko poinformować o bardzo ważnym stanowisku Belfegora, zasygnalizować zjawisko victim blamingu i wrócić do tematu później.

Wiedziałam, że wrócę, bo nie robię tego tylko dla siebie (choć nie ukrywam, że dla siebie również). Chcę powiedzieć innym kobietom, które jako nastolatki zostały wykorzystane seksualnie na Pielgrzymce Młodzieży Różnych Dróg albo zlotach organizowanych przez śp. ks. Andrzeja Szpaka (i wszystkim innym ofiarom każdego rodzaju przemocy), że to nie ich wina, że to nie one powinny się wstydzić i że wyzbycie się nieadekwatnego poczucia winy i wstydu jest możliwe.

Winę ponoszą wyłącznie sprawcy. Można jednak mówić o współodpowiedzialności innych – oczywiście nie ofiar (bez względu na to, jak krótkie miały spódniczki, jak „niegrzecznymi” dziećmi były, jak długo trzymały na ulicy za rękę partnera/partnerkę tej samej płci), lecz osób, które mogły zapobiec przemocy, ale tego nie zrobiły. Dlatego na przykład współodpowiedzialność za wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży przez księży ponoszą biskupi, którzy przenosili tych księży z parafii na parafię, zamiast wydać organom ścigania. I dlatego śp. ks. Andrzej Szpak i inni dorośli, duchowni i świeccy, którzy przez parędziesiąt lat tolerowali wykorzystywanie seksualne młodych dziewczyn przez znacznie starszych mężczyzn (i inne rodzaje przemocy, nie tylko seksualnej) na tzw. szpakowiskach, czyli pielgrzymkach i zlotach Szpaka, są współodpowiedzialni za wszystkie te krzywdy.

Jarek Górski napisał na Facebooku:

Jeździłem na Szpakowiska w latach 1986-1989 jako nastolatek i dziś, mimo że mam sentyment do tych wydarzeń i do samego Szpaka, widzę pewne rzeczy z trochę innej perspektywy. Pamiętam choćby taką sytuację: w latach 80. na szpakowiska jeździł regularnie niejaki „S”, kryminalista, psychopata, który rozwalał zloty, bił i okradał małolatów. Kilka razy pytałem Szpaka, dlaczego na to pozwala, on odpowiadał, że panu Bogu bardziej zależy na nawróceniu tego „S” niż na tych, którzy już są nawróceni. Pod koniec lat 80. Szpak wymyślił, że „S” może nawrócić tylko miłość i namówił dziewczynę z oazy, już pełnoletnią, ale młodszą od „S” o jakieś 20 lat, taką typową rozmodloną dziewczynę z oczami wzniesionymi ku niebu, żeby została żoną „S” i przemieniła go swoją miłością. Dziewczyna dała się namówić, a potem oczywiście dostawała regularny łomot, „S” ją poniżał, gnoił. Szpak mówił o krzyżu, który trzeba nieść. Nie wiem, jak ta historia się skończyła, bo zrezygnowałem z uczestnictwa w tych imprezach. Ale mam wrażenie, że Szpak naprawdę myślał w sposób bardzo pokrętny, choć jak na kandydata na świętego, którym był, dość typowy. Dla niego najważniejsi byli ci najbardziej zdegenerowani, ćpuny po iluś tam latach brania kompotu, ludzie po kryminałach itp. On miał idee fixe, że jak się ich wpuści między w miarę normalnych dzieciaków poszukujących sensu życia, to oni też zaczną poszukiwać sensu życia. I Boga oczywiście. Tego, że jest dokładnie odwrotnie, że mnóstwo gówniarzy właśnie na zlotach i pielgrzymkach po raz pierwszy spróbowało kompotu, Szpak nie chciał widzieć. No i oczywiście bardzo księżowski był jego stosunek do kobiet i dziewczyn. On wprost mówił, że dziewczyny przyciągają do ruchu chłopaków, facetów. A dla niego nawrócony grzesznik to był facet. Z im większego dna udawało się go podnieść, tym lepiej.

Trzy osoby potwierdziły, że to prawda, żaden z wyznawców Szpaka (określenie celowe) nie napisał, że to nieprawda (jeden sprzeciwił się tylko fragmentowi wypowiedzi o namówieniu dziewczyny na ślub z recydywistą, ale nie zaprzeczył całej reszcie). Polecam całą tę facebookową dyskusję osobom zainteresowanym zjawiskami nie tylko victim blamingu i wiktymizacji wtórnej, ale również sekciarskiego zaślepienia wyznawców guru Szpaka (a może nie sekciarskiego, ale zwyczajnie polsko-katolickiego dążenia do zatajenia wszelkich nieprawidłowości w celu zachowania za wszelką cenę dobrego imienia księdza i autorytetu KK, nie wiem i w tym momencie mnie to nie obchodzi).

W innym miejscu na FB jedna z wyznawczyń Szpaka i wieloletnich uczestniczek tych pielgrzymek, która chodziła na nie już jako dorosła kobieta – najpierw studentka, a następnie absolwentka teologii, katechetka (z litości nie podaję jej nazwiska ani linka do tej skandalicznej wypowiedzi) – napisała:

Dużo wcześniej byłam na pielgrzymkach
szpakowskich niż bohaterka reportażu. I wiem jedno … działy
się tam cuda i panoszyło zło, na które nie dawali
przyzwolenia wymieniani w artykule kapłani. Oni wielokrotnie
zapraszali choć siłą nie nakazywali (w imię wolności
człowieka) by wszyscy uczestnicy pielgrzymki szli drogą ku
niebu nie krzywdząc innych. Bo tak też robił Jezus … „Kto
chce niech idzie za Mną” … ­ to Jego słowa … „Kto chce”. I
byli tacy, którzy zechcieli w tym kierunku pójść, zechcieli
porzucić narkotyki i inne używki, zechcieli zrezygnować z
gwałtów, itp.

Byli jednak i tacy, którzy z tego zaproszenia nie skorzystali.
Nie mnie ich osądzać. Zastanawiam się jednak nad tym,
dlaczego ich winą mają być obciążeni ci, którzy tego nie robili
… jakaś zbiorowa/utopijna odpowiedzialność???

Poza tym. Mam wrażenie, że bohaterka tej smutnej historii
na nowo jest wykorzystywana; tym razem po to by uderzyć w
konkretnych kapłanów. I bardzo mi jej teraz żal. Ale to już
inna bajka, oby nie ze smutnym zakończeniem.

Jeśli ktoś „zaprasza do rezygnacji z krzywdzenia innych” i godzi się na to, że nie wszyscy skorzystają z zaproszenia i „zechcą zrezygnować z gwałtów” (!), choć może i powinien temu krzywdzeniu zapobiec (wywalając z pielgrzymek i zlotów ludzi, którzy krzywdzą innych), to jego współodpowiedzialność za tę krzywdę nie jest utopijna, ale jak najbardziej realna. Jeśli tych ludzi, którzy mogli zapobiec krzywdzeniu innych, ale tego nie zrobili, jest więcej, to wszyscy oni są współodpowiedzialni, bez względu na to, ile dobrego w swoim życiu zrobili.

Ofiary natomiast nigdy nie są winne.

Niestety obwinianie ofiar – bitych dzieci (bo zasłużyły), gwałconych kobiet (bo za krótkie spódniczki), opluwanych gejów (bo się obnoszą), wykorzystywanych nastolatek (bo głupie), ofiar oszustw (bo naiwne) i kradzieży (bo źle pilnowały dobytku), bitych żon (bo czemu nie odchodzą), gnębionych mężów (bo co z nich za mężczyźni) itd. – jest zjawiskiem bardzo często spotykanym. Wynika to z faktu, że wielu ludzi chce wierzyć w sprawiedliwy świat, w to, że dobro jest nagradzane, a zło karane, więc dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy, a złych – złe. Jeśli więc kogoś spotyka coś złego, to znaczy, że na to zasłużył, proste. Ten mechanizm pozwala osobom praktykującym victim blaming zachować poczucie bezpieczeństwa w świecie, który przecież sprawiedliwy nie jest, i wiarę to, że im nic złego nie grozi.

Co ciekawe, jak pisze Eliza Śliwińska na łamach „Niebieskiej Linii”:

Czynnikiem, który może wzmagać wystąpienie powyższych skłonności, jest poczucie tożsamości z ofiarą. Bez większej refleksji potrafimy przyznać, że gdzieś na świecie dzieją się akty przemocy, toczą się wojny, brat zabija brata. Jednak przyznanie, że niebezpieczeństwo jest tuż za ścianą lub za najbliższym rogiem ulicy, a ofiarą niezawinionej agresji jest człowiek podobny do nas, może nasilać lęk uruchamiający wyżej opisane mechanizmy obronne. Z tego względu skłonność do przypisywania ofierze współodpowiedzialności za sprawstwo ma szansę tym silniej się ujawniać, im bardziej strona doznająca krzywdy jest podobna do obwiniających ją osób, czy to pod względem wieku, płci, miejsca zamieszkania, czy też innych zmiennych.

Być może więc te wyznawczynie Szpaka, które wylewają dziś na mnie hektolitry jadu (bo to głównie kobiety…) robią to powodowane lękiem, że mogło je spotkać to samo – że one też jako bardzo młode dziewczyny mogły trafić na szpakowiskach na psychopatycznego pseudohipisa, który zmanipulowałby je i wykorzystał, który bawiłby się nimi jak żywymi lalkami i czerpał chorą radość z demoralizowania ich na oczach księży.


Ilustracja: Joanna Rusinek

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *