Czego nie zobaczyliśmy w „Małych gigantach”?

Rozmawiałam ostatnio ze starszą panią, której bardzo podobał się program Mali giganci („bo starsze dzieci takie zdolne, a młodsze – takie słodkie; i przecież widać, że wszystkie świetnie się bawią i żadnemu nie dzieje się krzywda”). Zapytałam ją, czy ogląda odcinki do końca i widzi łzy i żal dzieci, które odpadają. Okazało się, że nie widzi, bo tego już nie ogląda – woli nie psuć sobie przyjemności patrzenia na zdolne i słodkie dzieci i nie zmieniać pozytywnej opinii o tym talent show ani stacji, która go emituje.

Ciekawe podejście, ale nawet widzowie, którzy oglądają każdy odcinek od początku do końca, widzą tylko to, co chcą im pokazać producenci. Dyrektor programowy TVN Edward Miszczak przyznał zresztą, że:

To jest program pod specjalnym nadzorem, przygotowany zgodnie z wieloma procedurami, zapewniona jest opieka psychologiczna, nie ma nagrań na żywo, wszystko jest przygotowywane, wcześniej nagrywane i montowane właśnie z myślą o bohaterach. Tu nikt nie przegrywa, wszyscy wygrywają. A o tym, że ktoś odpada, nie mówimy – skupiamy się na wygranych. Jest też dużo nagród, więc myślę, że jakiegoś dużego niebezpieczeństwa nie ma.

Czy jednak fakt, że nie mówimy o przegranych, oznacza, że ich nie ma i że podczas realizacji i po emisji nie było dziecięcych łez, rozczarowania, żalu, smutku? Czy jeśli nie widać czegoś w telewizji, to znaczy, że tego nie ma? Niestety, nie. Nie eksponowano łez i trudnych emocji dzieci, które odpadały i jako nagrodę pocieszenia otrzymywały kubeł ze słodyczami, zegarek albo skarbonkę (naprawdę, „fantastyczne” nagrody!), nie było zbliżeń na zapłakane twarze, ale to nie oznacza, że wszystkie dzieci przez cały czas czerpały z udziału w tym programie wyłącznie przyjemność i traktowały to jako zabawę.

Nie eksponowano zresztą nie tylko reakcji dzieci na porażki, ale też niczego, co mogłoby negatywnie wpłynąć na przekonanie widzów o rozrywkowym (dla nich) i „zabawowym” (dla uczestników) charakterze programu i sprawić, by zobaczyli oni coś więcej niż tylko pokazywane dla ich przyjemności dzieci – zdolne, słodkie i ładne. Ta ostatnia cecha też jest bardzo istotna i niekiedy podkreślana przez jurorów (tak jakby uroda miała wpływ na zdolności wokalne czy taneczne). Jedna z młodych piosenkarek podczas swojego drugiego występu zdjęła okulary i usłyszała z ust Agnieszki Chylińskiej, członkini jury, że ślicznie bez nich wygląda (swoją drogą, Chylińska nie upiększała szczególnie swojego ciała, gdy zdobywała popularność – była piosenkarką, miała dobrze śpiewać, a nie wyglądać – najwyraźniej jednak teraz w showbizie liczy się co innego). Oczywiście dziewczynka zawsze już występowała bez okularów.


Źródło: pudelek.pl

Wracając jednak do tego, czego nie widać – oprócz „szpecących” (?) okularów i reakcji na przegraną producenci nie pokazali widzom również zmęczenia dzieci, które w ciągu kilku dni miały perfekcyjnie opanować układ taneczny, nauczyć się recytacji wiersza albo wykonania utworu muzycznego, czy zmęczenia długimi nagraniami w studiu. Opiekun jednej z drużyn, Piotr Rubik, napisał na swoim blogu, że podczas realizacji ostatniego odcinka:

Dla potrzeb programu quiz został dość mocno skrócony na montażu, nagranie trwało bardzo długo. W międzyczasie do głosu doszło zmęczenie i emocje. Kinga i Staś pokłócili się i to niejeden raz. Maluchy były już po prostu zmęczone, a my mieliśmy duszę na ramieniu siedząc na zapleczu. Martwiliśmy się, żeby ten quiz w ogóle dobiegł końca. To było straszne, Kinga chyba z pięć razy odchodziła od pulpitu po sprzeczkach ze Stasiem. Na szczęście w międzyczasie udało się nagrać sporo fajnych i sensownych wypowiedzi, zadziałał urok osobisty, dobra energia od nas i z widowni. Każdy chciał, żeby dzieciakom poszło jak najlepiej. Każdy rozumiał jak wielkie emocje kotłują się w tych małych zawodnikach. Jakoś to wszystko dotrwało do szczęśliwego zakończenia.

W programie nie eksponowano również stresu dzieci, które oczekiwały na decyzje jury. Po każdym występie, przed przyznaniem punktów, jurorzy komentowali to, co właśnie zobaczyli – najczęściej jednak nie ograniczając się do uwag dotyczących samego śpiewania, tańczenia czy recytowania, lecz wygłaszając żarty niezrozumiałe dla dzieci i robiąc kolejne, nie mniejsze niż zaprezentowane przez uczestników programu, „show” ku uciesze widzów – a zestresowane zwykle dzieci stały przed nimi i czekały… Zazwyczaj jednak kamery skierowane były na jury, a spięte, nerwowo przestępujące z nogi na nogę, niekiedy bliskie płaczu, a czasem już płaczące, dzieci można było zobaczyć może przez sekundę.

Co ciekawe, łzy jurorów pokazywano chętnie i jeszcze chętniej podkreślano, jak trudnym zadaniem jest dla nich ocenianie tak zdolnych dzieci. Jednak, nawet jeśli to nie było na pokaz i rzeczywiście było im ciężko, członkowie jury w odróżnieniu od młodych uczestników występowali w tym programie wyłącznie z własnej woli i z pełną świadomością, czego się od nich oczekuje i jak to wszystko może wyglądać. Nie twierdzę, że wszystkie dzieci zostały zmuszone do udziału w tym programie, ale faktem jest, że decyzję o ich wystąpieniu w telewizji podjęli rodzice, ale konsekwencje – których widzowie nie widzieli i nie zobaczą – poniosły i będą ponosić one.

FacebookTwitterGoogle+BlipWykopEmailPrint

6 responses

  1. Ale przecież nikt tam tych dzieci nie prowadził na siłę. Wybór należał do ich samych bądź do rodziców którzy chyba mogą decydować o swoich pociechach. Moim zdaniem taki program to jakieś doświadczenie i każdy rodzic czy opiekun powinien zdecydować czy dziecko jest na to gotowe czy to może jeszcze nie ten moment. Wiadomo jest stres są emocje ale to jest show pokazujemy to co zachęci widza i sprawi że chętnie do tego wrócimy a nie film dokumentalny gdzie ma być wszystko jak w realu. Mi się podoba fajna przygoda dla najmłodszych.

  2. Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony jest to przygoda życia, a z drugiej wtłaczanie dzieci w niezrozumiałe treści. Autorka podkreśla fakt, że niektóre komentarze jurorów są dla dzieci niezrozumiałe. Nie można tego porównać z konkursami w przedszkolu, czy szkole. To wszystko dzieje się na mniejszą skalę i każdy ewentualny komentarz jest wystosowany specjalnie do nich, a nie pod publikę. Nie ogląda ich wtedy też kilka milionów widzów, ale kochana pani z przedszkola, rodzice, dziadkowie itp. To inny rodzaj stresu, to są osoby wspierające dziecko, a nie wielkie gwiazdy znane z ekranu telewizora. A może wystarczyłoby po prostu poczekać, aż dorosną i same zdecydują o swoim ewentualnym występie w jakimś talent show? Kariera nie zając, a uraz do telewizji i poczucie porażki może zostać na całe życie…

  3. Straszne glupoty piszecie o tym programie, chyba dlatego zeby zwiekszyc tylko swoja popularnosc,
    Bylam wiele razy na nagraniach malych gigantow, byla to dla nich niesamowita przygoda

Odpowiedz na „IwonAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *